Wciąż czekam
Rozmowa z Andrzejem Adamkiem, trenerem koszykarzy Górnika Wałbrzych i kandydatem na asystenta selekcjonera reprezentacji
• Można już Panu gratulować funkcji asystenta trenera pierwszej reprezentacji koszykarzy?
– Na razie nie ma czego gratulować. W prasie pojawia się wiele informacji na ten temat, ale niewiele z nich ma coś wspólnego z rzeczywistością. Ja wciąż jestem kandydatem na asystenta – wszystkie decyzje mają zapaść w poniedziałek. Do tego czasu możemy o kadrze rozmawiać tylko teoretycznie.
• Konkretną propozycję jednak już Pan otrzymał?
– Oczywiście. Z tego, co wiem, w kadrze zapowiada się wiele zmian. Odmłodzony ma być nie tylko zespół, ale także sztab trenerski. Stąd propozycja dla Tomka Jankowskiego ze Śląska i dla mnie. Tomek podziękował za ofertę, ale jej nie przyjął. Ja wstępnie wyraziłem zgodę. Z trenerem Maticiem rozmawiałem do tej pory tylko dwa razy i to telefonicznie. I były to bardziej rozmowy sondażowe. Co ciekawe, ostatecznie Tomasz Jankowski najprawdopodobniej będzie pracował w kadrze – tyle tylko, że chodzi o byłego gracza Lecha, Anwilu i Prokomu (nieoficjalnie mówi się, że ma objąć funkcję dyrektora reprezentacji – przyp. M. L.).
• Kadra dość mocno będzie jednak kolidowała z pracą w Górniku...
– Tylko w okresie przygotowawczym. Mam jednak doświadczonego współpracownika – Stanisława Kiełbika – i to nie powinien być wielki problem. Wszystkie założenia na okres przygotowawczy są już przygotowane, zajęcia – w tym obozy – zaplanowane. Mam więc nadzieję, że uda nam się to w miarę bezboleśnie przeprowadzić nawet podczas mojej obecności na zgrupowaniach i meczach kadry. Ewentualnej obecności, bo wciąż czekam na nominację.
• Szefowie wałbrzyskiego klubu nie mieli nic przeciwko pańskiej pracy z reprezentacją?
– Nie. Prezes doskonale zdaje sobie sprawę, że to wyróżnienie i nie rzucał mi żadnych kłód pod nogi.
• Co dla Pana oznacza oferta z kadry?
– To przede wszystkim możliwość dalszego kształcenia się, kontakt z wielką koszykówką i zawodnikami na wyższym poziomie, niż pierwszoligowy. To po prostu kolejny krok do przodu w karierze trenerskiej.
• Ostatnio wokół kadry atmosfera nie jest najlepsza. Trudno namówić zawodników do gry, w zasadzie wszyscy tylko czekają, aż Veselin Matić się potknie. Nie obawia się Pan wejść w takie bagienko?
– Jestem zdania, że takie okazje trzeba po prostu wykorzystywać. Drugi raz podobnej propozycji mogę już przecież nie otrzymać.
• Z drugiej strony można swoim nazwiskiem firmować porażkę?
– Zawsze jest takie ryzyko. Ale nie da się ukryć, że za sukcesy i porażki rozlicza się przede wszystkim pierwszego trenera, a nie asystentów.