Cracovia grała źle, ale prezes Filipiak i jego żona byli zadowoleni
W sobotę na stadionie przy Kałuży wszystko stanęło na głowie. Po pierwsze - Cracovia wygrała, ale po wołającej o pomstę do nieba grze. Po drugie - kibice podziękowali piłkarzom za zwycięstwo nie brawami, ale przeszywającymi powietrze gwizdami. Po trzecie - prezes Janusz Filipiak miast przyjmować gratulacje wcielał się w adwokata trenera Stefana Majewskiego i wygłaszał zarezerwowaną na trudne chwile sentencję: W klubie nic nie będzie się działo.