Kto się boi kontraktów?
Nad personelem Poradni Rehabilitacyjnej w Słupsku zawisła groźba kontraktów. Nikt ich nie chce, wszyscy się ich boją. Natomiast kierownik poradni, Hubert Żądkowski twierdzi, że dzięki takiej zmianie zyskaliby i personel, i pacjenci.
Przychodnia Rehabilitacyjna działa w Słupsku od lat. Obecnie pracuje w niej 15 rehabilitantów, na dwie zmiany. Miesięcznie przyjmują około 400 pacjentów. Mogliby więcej, ale ograniczają ich limity narzucone przez Narodowy Fundusz Zdrowia i… przestarzały sprzęt. Pacjenci zapisywani są już na grudzień. I właściwie powinno się zamknąć kolejkę, bo nie ma na ten rok więcej miejsc.
- Przekroczyliśmy limit o 54 tysiące punktów - mówi Elżbieta Warecka, mgr fizykoterapii. - Musimy się pilnować, aby nie wyjść na koniec roku ze zbyt dużym nadlimitem. Musimy wypośrodkować pomiędzy wymaganiami dyrekcji (Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego - przyp. red.), a dobrem pacjentów.
Niedawno dyrektor szpitala zaproponował personelowi poradni, aby od nowego roku przeszedł na kontrakty. Jednogłośnie odmówili, ale jak będzie - nie wiadomo.
- Takie rozwiązanie pozwoliłoby przede wszystkim na zlikwidowanie kolejek - twierdzi Hubert Żądkowski, od połowy sierpnia br. kierownik poradni. - Wiąże się to co prawda ze zwolnieniami pracowników, ale to dlatego, że jest przerost zatrudnienia w tej poradni. Z iloma osobami dyrekcja szpitala podpisałaby kontrakty, zależałoby od tego, ile punktów przyzna NFZ na przyszły rok. Osoby, które zostałyby, miałyby większą motywację, aby na przykład szukać sponsorów na zakup nowego sprzętu dla poradni. Przecież ten, który tam jest, ma już 20 lat. A szpital nie ma pieniędzy na zakup nowego.
Jaka będzie ostateczna decyzja - nie wiadomo.